29 gru 2016

Wygląd ma znaczenie

Wreszcie można znaleźć chwilę spokoju :)
Święta, święta i po świętach, ale kilka dni wolnego nadal pozostaje. Hurra!

Korzystając z okazji, postanowiłam wreszcie odezwać się z czymś nowym. Taka refleksja naszła mnie podczas szukania odpowiedniego stroju do wigilijnej wieczerzy. No, bo skoro tak ważne jest, żeby WYGLĄDAĆ w świąteczny wieczór.. i tak naprawdę to w ogóle ważne jest, żeby wyglądać wszędzie (nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba będzie zrobić to dobre pierwsze wrażenie), to dlaczego niektórzy nauczyciele nie widzą potrzeby, żeby WYGLĄDAĆ w szkole?

Kiedy byłam jeszcze na studiach licencjackich, to jedna z pań wykładowczyń zrobiła bardzo ciekawą dygresję od tematu zajęć. Zaczęła mianowicie mówić o tym, jak ważny dla dziecka jest wygląd osoby, która się nim zajmuje i chce mieć wpływ na jego kształcenie czy wychowanie. Była to dygresja o tyle ciekawa u tej pani wykładającej, że ona sama - muszę z żalem przyznać - wyglądała tak, że zastanawiam się, czy wszystkie dzieci, które się w jej pedagogicznej karierze "przewinęły", do dzisiaj mają koszmary nocne z nią w roli głównej.
Nie żartuję. I nie przesadzam..!

Wracając do tematu, często spotykam panie nauczycielki, które tak dalece nie dbają o swój wygląd, że nie rozumiem, jakim cudem uważają siebie za wzór do naśladowania dla uczniów. Bo przecież nauczyciel nie jest tylko od tego, żeby stać na środku sali, pod zielonym prostokątem, i monologować cudowną wiedzę wprost do głów uczniów. Przecież oni też mają oczy a to co widzą, ma duży wpływ na to, co słyszą i czują.



Jak wymagać szacunku od dzieci i młodzieży (podstawówka, gimnazjum, liceum?) wobec osoby, która nie stara się sama go w nich wzbudzać? Patrząc na takie kobiety, które ubierają się w byleco i nie zależy im wcale na tym, żeby wyglądać PRZYNAJMNIEJ schludnie i odpowiednio do swojego wieku, nie rozumiem. Jakiś sztywny dresscode w szkole raczej nie obowiązuje, przecież nikt nie każe tam być zapiętym pod szyję na ostatni guzik, chodzić w garniturze czy w czymś.. Ale coś takiego jak ogólne zasady życia w społeczeństwie, jakieś dostosowanie do sytuacji, chyba obowiązuje wszędzie?



Dziwią mnie także te kobiety, które odstawiają się, jakby szły na jakąś imprezę, a nie do pracy. Do SZKOŁY, gdzie są DZIECI mające brać przykład z pedagogów i MŁODZIEŻ, która często tylko czyha w pewnym wieku już na różne okazje, żeby pokomentować, porobić przytyki (nawet głośne) czy nawet zrobić jakieś okropne zdjęcie (sic!).
Najgorzej jest latem.
Gołe ramiona to jeszcze nic, ale świecenie dekoltem, często już nie pierwszej młodości, jest na porządku dziennym.. A ja uważam to za po prostu niesmaczne. Nawet na plaży mi się to nie podoba za bardzo, ale tam obowiązują już zupełnie inne zasady. Ale W PRACY...?
Raz zdarzyła mi się sytuacja z pierwszego obrazka. Tak krótka sukienka już nigdy nie znajdzie się na mnie w miejscu pracy.
Sytuacja z drugiego obrazka to jednak niestety częsty obraz na szkolnych korytarzach. Świecenie dekoltem. To złe!



Osobiście staram się jak najbardziej wypośrodkować swój ubiór w szkole - nie przesadnie elegancko, ale też i nie bylejak, flejarsko czy z jakimiś głupimi wzorkami. Staram się wyglądać przede wszystkim schludnie. Porządnie. Nigdy wyciągnięte koszulki, swetry, żadne pozaciągane nitki, dziurki, zabrudzenia.. Nigdy duże dekolty. Nigdy krótkie spódniczki czy szorty. To po prostu nie przystoi komuś, kto chce zwać się pedagogiem i pracuje wśród dzieci!
Poza tym.. jak już wspominałam - one naprawdę to widzą.
I naprawdę ma dla nich znaczenie wygląd "pani". Bo "pani" to często guru, bożyszcze i druga matka. "Pani" to wyrocznia i królowa [szkolnego] świata. "Pani" zatem musi wyglądać jak na Panią przystało...
Często odnoszę wrażenie, że nauczycielki, którym wydaje się, że przyjdą do pracy zaraz po wstaniu z  łóżka i nie będzie żadnej różnicy "bo dla kogo się mają starać - chyba nie dla BACHORÓW?", nie lubią mnie. Ponieważ sytuacja jak z drugiego obrazka, zdarza się co jakiś czas.......
Może myślą, że się "stroję"? Może mają mnie za "młodą i głupią"?
Cóż, nie uważam, żeby dostosowywanie swojego wyglądu do wymogów społecznych było głupie.
Ale co ja tam wiem - w końcu "jestem jeszcze młoda i dopiero zrozumiem czym jest życie", prawda? |D

Na koniec coś typowo związanego z wyglądaniem "dla dzieci".

Tłumaczyć chyba nie trzeba :)
Odsyłam też przy okazji do postu, w którym zdążyłam już poruszyć kwestię wyglądania pokazując swoje "specjalne akcesoria" noszone przeze mnie specjalnie dla młodzików ;) --> KLIK!

Lekcja na dziś?
Wygląd ma znaczenie, także dla dzieci. Pani, która chce być wzorem dla nich, musi nie tylko CHCIEĆ nim być, ale i STARAĆ SIĘ O TO, żeby nim być. Pod każdym względem!

18 paź 2016

Na wesoło 1



Nie będę ukrywać, że bardzo Harry'ego Pottera lubię - zarówno filmy jak i książki.
Problem zagłuszania filmu pojawił się niestety wtedy, gdy zaczęli gadać... NAUCZYCIELE :(

25 lip 2016

Problemy z.. rodzicami

Dzisiaj postanowiłam wylać wiadro żalu i goryczy na rodziców.

Już od dawna nosiłam się z zamiarem napisania tego posta. Niektórzy rodzice mogą być oburzeni. Wiele jest matek, które zamiast choć przez moment zastanowić się nad swoim postępowaniem, rzucają się z pazurami na każdego, kto śmie powiedzieć choć jedno krytyczne słowo dotyczące jej metod wychowawczych. Kobiety, wyluzujcie. To, że urodziłyście się dziecko, nie znaczy od razu, że stałyście się nadludźmi. Matki to też nadal tylko ludzie - i popełniają zwyczajne ludzkie błędy. Dlatego najważniejsze na świecie jest w tym momencie bycie uważnym i podchodzenie do każdej sytuacji rozsądnie. Bo teraz już od błędnych decyzji (bądź od rozpoczęcia naprawy błędów!) zależy nie tylko życie własne, ale i tego drugiego, małego człowieczka, za którego jest się odpowiedzialnym.

Ale do sedna. Praca w szkole dla wielu równa się pracy z dziećmi. Mało kto jednak zwraca uwagę na to, że rodzice również są ważnym "elementem" układanki jaką jest współpraca wychowawczo-dydaktyczna. Od postępowania rodziców w ogromnej mierze zależy postępowanie, zachowanie, samopoczucie i wiele innych dziecięcych spraw!

Ułożyłam w mój ulubiony sposób (listę) te zachowania rodziców, które skutecznie utrudniają nauczycielom pracę, a swoim dzieciom.. życie. Choć często nieświadomie.
(przypominam, że ZAWSZE podaję tutaj przykłady prawdziwe)

1. Wyręczanie dzieci w codziennych czynnościach.
Podczas gdy wszyscy potrafią poradzić sobie sami z czymś tak przecież oczywistym, jak np. ubranie kurtki, zawiązanie butów, czy - o zgrozo! - podtarcie tyłka w toalecie.. Dziecko, które jest POZBAWIONE samodzielności, jest po prostu postrzegane jak jakiś gamoń. Nie potrafi zrobić najprostszych rzeczy wokół siebie, opóźnia grupę ze wszystkim, co denerwuje zarówno kolegów jak i jego samego!
Do tej grupy rodziców można też zaliczyć rodziców rozpieszczających. Przyzwyczajając dzieci do pewnego traktowania, sprawiają, że zderzenie z brutalną rzeczywistością jest dla takich maluchów wyjątkowo bolesne. Kiedy uczeń codziennie dostaje do szkoły mnóstwo słodyczy, a pani powie, że słodkości można jeść dopiero po wykonaniu wszystkich zadań i grzecznym zachowaniu - mamy bunt na pokładzie i szał ciał. Albo kiedy dziecko może wybrzydzać w domu przy obiedzie, na stołówce będzie mieć naprawdę przykre zaskoczenie.
Poza tym.. Wierzcie mi, że mało który nauczyciel podchodzi do takiego ucznia z uczuciem i zrozumieniem. Im się nie chce, zupełnie tak jakby nie płacono im za naukę i pomaganie dzieciom w nauczeniu się. Najczęstszy stosunek do takiego dziecka jest: "poradź sobie a jak nie, to tak jak zrobisz tak będziesz miał".
Sad but true.

2. Wymaganie od dzieci niemożliwego.
Podałam wyjątkowo ekstremalny przykład, ale to jest po prostu kwintesencja rodzicielskiego błędu nadmiernych wymagań. Spójrzcie tylko - dziecko, które nigdy nie będzie mogło chodzić (nie będę się zagłębiać w zaburzenia, bo nie wypada), ogólna motoryka duża i mała jest tragiczna a orientacja w tym, co się wokół niego dzieje (gdzie jest, po co jest, co robi) - LEŻY. A rodzice i tak twierdzą, że "wózek to nie jest koniec świata i dziecko ćwiczyć może". Okej. ALE TE ĆWICZENIA POWINNY BYĆ DOSTOSOWANE DO DZIECKA I JEGO PROBLEMÓW! Na litość Boską! Czy to takie trudne do zrozumienia, że tak naprawdę każde dziecko jest inne i potrzebuje innego podejścia?! Albo dzieci, przy których matki próbują na siłę udowodnić sobie i światu, że nic im nie jest - zmieniają im diety na jakieś szalone z kosmosu, spędzają każdą wolną chwilę na naukę, wkuwanie i powtarzanie materiału, byle tylko się nie wydało, że.. że co? Że dziecko ma większy problem niż inne? I CO Z TEGO. Babo, ciesz się z tego, co masz, a nie na siłę próbuj osiągnąć coś więcej, kosztem zdrowia i życia i RADOŚCI ŻYCIA - Twojego i Twojego dziecka!
Nie mówię, że nie powinno się stawiać sobie poprzeczki coraz wyżej. Ale ta poprzeczka nie może być w kosmosie. Ona musi być w miarę możliwości - bez tego nie będzie nigdy sukcesu. A bez poczucia sukcesu.. Co to za życie? Wiecznie w pogoni za czyimiś ambicjami?

3. Niechęć do współpracy z nauczycielem.
Niestety, jest to już znane wzdłuż i wszerz świata, że na zebrania chodzą najczęściej rodzice dzieci grzecznych i zdolnych, choć najbardziej chciałoby się, żeby przychodzili na nie rodzice dzieci, z którymi są problemy. Ta pierwsza grupa idzie pocieszyć się pochwałami, ewentualnie uregulować jakieś mniejsze sprawki. Ta druga jednak musiałaby usłyszeć parę gorzkich prawd i najlepiej by było, aby podjęła pewne działania prowadzące do rozwiązania problemów. Bo przecież MOŻNA byłoby coś zrobić! A nie chcą. Uciekają od tego. Widząc na korytarzu wychowawcę, gdy odprowadzają dziecko ze szkoły, albo je przyprowadzają, UCIEKAJĄ GDZIE PIEPRZ ROŚNIE.

4. Roszczeniowość i odporność na fakty.
Tak jak już pisałam na początku - kiedy taki rodzic sobie coś ubzdura, to możesz mówić do niego złotymi głoskami i "wielkimi literami", próbować na różne sposoby.. A często i tak pozostaje odporny na wiedzę. Niektórym nie da się pomóc. Niektórym nie da się wytłumaczyć.
Niektórzy po prostu nie chcą wiedzieć.
Może nie chcą też wiedzieć czegoś o sobie? Bo niestety, ale wiele złych wzorców dzieci wynoszą z domów. Mało to razy dzieci autystyczne powtarzały kwieciste wiązanki, bezwiednie zapamiętane ze słów rodziców? Albo inne wykonują czynności widziane w rodzinnym gniazdku? To widać. Serio.

5. Problemy w domu.
To jest sprawa, która nie jest wyłącznie winą rodzica.. może tak - NIE ZAWSZE jest jego winą. Hm, trudna kwestia, bo może i nie jest tylko winą rodzica i niewiele może on zrobić, ale chodzi mi o takich rodziców, którzy nie chcą z tym nic zrobić. Kiedy zaczyna się w domu przemoc bądź w grę wchodzi nadużywanie alkoholu czy innych używek, jakieś szemrane towarzystwo kręci się po chałupie albo po prostu bieda zawita w progi domostwa.. Wszystko odbija się na dziecku.
Mam świeżo jeszcze przed oczami przykład cudownego chłopaczka, który rok szkolny zaczynał jako orzeł naukowy i w ogóle był ideałem ucznia.. Pod koniec roku nie było nawet szans na to, by zdał do kolejnej klasy. Kiedy sytuacja w domu totalnie się pogorszyła, ucierpiało na tym dziecko - krzyczy o tym jego zachowanie, wygląd, niechęć do nauki i znudzenie wszystkim.

Najgorsze zostawiłam na koniec.

6. Alkohol.

MAM BEZWZGLĘDNEGO HEJTA I WYRAŻAM ZERO TOLERANCJI DLA MATEK PIJĄCYCH W CIĄŻY ALKOHOL!!!

Co się może stać? WSZYSTKO. Nawet łyk alkoholu może przesądzić o tym, co stanie się z Twoim dzieckiem! Taki durny łyk tego kretyńskiego płynu może zniszczyć jego życie na zawsze!
Nie będę rozwodzić się nad objawami i przyczynami syndromu FAS.
Kobieta w ciąży powinna być na tyle odpowiedzialna i rozsądna, by trochę się doinformować.
Jednak upośledzenie umysłowe wiszące jak groźba nad maleństwem dojrzewającym w brzuchu takiej matki, powinno zadziałać odpowiednio na wyobraźnię!
Brak świadomości to jedno, ale picie w ciąży, w tak zwanych "domach patologicznych" w ogóle sprawia, że nóż mi się w kieszeni otwiera. Takie dzieci oprócz tego, że rodzą się z problemami, których nigdy nie będą w stanie się pozbyć, często kończą w domach dziecka.
A to oznacza dla nich podwójne cierpienie. Wierzcie mi, wiem co mówię.
Kiedy widzę takie dziecko, które nie mogąc poradzić sobie z samym sobą robi totalny szał w szkole i trzeba czterech chłopa, żeby je zatrzymać....... a potem płacze z bezsilności, gdy te potworne złe emocje wreszcie puszczają.. Sama płaczę. Bo winę za całą tą sytuację ponosi nieodpowiedzialna matka, która ponad wszystko wybrała alkohol, a ja mogę tylko patrzeć, jak to dziecko się męczy.

Przepraszam, jeśli ta notka kogoś obrazi. Po prostu nachodzą mnie te przemyślenia, które rozsadzają mi czasem głowę. Mam gdzieś, jeśli rodzic denerwuje mnie samą. Ale kiedy niektóre zachowania krzywdzą dziecko, nie mogę siedzieć cicho. I wiem, że pisałam właściwie tylko o matkach - bo naprawdę mi osobiście to one zawsze robiły najwięcej problemów. Jednak przyznaję, że te same sprawy tyczą się rodziców obojga płci.
Mam nadzieję, że nie sprawiłam nikomu przykrości, a może niektórzy zastanowią się nad sobą jeszcze raz.

Lekcja na dziś?
Rodzicu, słuchaj i wyciągaj wnioski!

Pozdrawiam :)

7 cze 2016

Efekt domina

Co tu dużo gadać, w szkole wszystko ma znaczenie.
Czasem aż trudno uwierzyć, jak bardzo..

Dzisiaj rzecz o tym, jak szybko dzieciaki podłapują różne rzeczy i później trudno powstrzymać je od powtarzania, naśladowania i.. no, w ogóle, to dzieci są trudne do powstrzymania przed czymkolwiek :D Szczególnie te z mojej szkoły..

Można to nazwać "efektem domina". Kiedy jeden uczeń (Pierwsze Domino) coś zrobi, i ku naszemu zdziwieniu, to coś okaże się superhitem do naśladowania przez resztę uczniów (Reszta Dominów), to mamy do czynienia z nieprzerwanym ciągiem powtórzeń. Irytuje to, ojjj irytuje..

Oto kilka przykładów sytuacji, absolutnie rzeczywistych:

1. Złe zachowanie.

Jeśli źle zachowuje się tylko jedno dziecko, to nie jest trudna sprawa, bo są różne sposoby na to, aby takiego delikwenta usadzić i przywołać do porządku. Ale jeśli, z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu, podchwyci to reszta grupy - to mamy jedną wielką rozpierduchę i chaos, który naprawdę trudno ogarnąć. Te dzieciaki mają naprawdę TAK RÓŻNE DNI, jeśli chodzi o zachowanie, że nigdy - powtarzam, NIGDY - nie wiemy czego się po nich spodziewać. |D

2. Dobre zachowanie!

Też potrafią! :D Czasem trudno się od pomagaczy opędzić, co jednak nie zmienia faktu, że jest to przemiłe i kochane. Ale tutaj muszę zaznaczyć, że taka sytuacja ma najczęściej możliwość wystąpić głównie jeśli zapoczątkuje ją tak zwany "Lider" grupy. Ktoś, kto jakimś trafem zdobył największy szacun dzieci i jest powszechnie uwielbiany i naśladowany. Oczywiście, nie w każdej sytuacji (byłoby zbyt oczywiste) ma tak rozległe poważanie, jednak zazwyczaj to on jest początkującym.

3. Sposób zabawy.

Znowu - głównie "zasługa" Lidera. Chyba, że akurat ktoś inny wpadnie nagle na pomysł, na który dotychczas nie wpadł jeszcze nikt. Bo nowości to są rzeczy zbudzające powszechny entuzjazm. Dzieciaki uwielbiają nowe pomysły (chyba że ich zaburzenie należy do spektrum autyzmu).. Albo chociaż takie, które pochodzą od Lidera |D i wtedy nie ma zmiłuj. Albo dajesz skakankę wszystkim, albo nikomu. Bo jeśli dasz tylko temu, który zaczął, to innym będzie przykro - a tego nie chcemy.

4. Powtarzanie słów.

Tutaj sprawa ma się podobnie jak ze sposobem zabawy. Z tym, że tę lawinę o wiele trudniej powstrzymać. Pół biedy, kiedy słowo jest zwyczajnie zabawne.. Gorzej, jeśli jest głupie (wtedy jest to po prostu wkurzające), albo - co najgorsze - wulgarne. A te ostatnie zdarzają się, niestety, najczęściej.  Tego nie sposób ignorować i trzeba zjawisko zwalczyć. Są różne sposoby na to, by oduczyć dzieci powtarzania brzydkich słów. Niech mi jednak ktoś pokaże sposób na oduczenie tego dzieci niepełnosprawnych intelektualnie, a OZŁOCĘ!

5. Bieganie.

Nie wiem jak to się dzieje, ale kiedy wszyscy idą, to idą. A kiedy ktoś zaczyna biec, biegną już wszyscy. Nie sposób biec za nimi i próbować ich zatrzymać. Jeśli już zaczęli biec, to koniec. Najgorsze, że zazwyczaj jest to przy okazji sprzężone z krzykiem. Wobec czego, jeśli od razu nie utrzyma się grupki w ryzach, to za chwilę szkoła zapełni się wrzaskiem rozbieganej watahy szaleńczo rozpędzonych, bezcelowo, dzieciaków.

6. No i na koniec... 

Są takie momenty, kiedy efekt domina dotyka także nas |D
Myślę, że ta scenka nie wymaga komentarza. Niektórych sytuacji nie da się przeskoczyć.


Lekcja na dziś? Nigdy nie wiemy, co stanie się obiektem naśladowań, dlatego najlepiej, jeśli mamy oczy dookoła głowy, nie bagatelizujemy pojedynczych słówek czy reakcji uczniów i kontrolujemy towarzystwo na tyle, by nie wyskakiwało z naruszającymi zasady zachowaniami. Bo jedno dziecko zachowujące się paskudnie, to jeden problem. Ale cała grupa naśladująca tego, który ma problem z dostosowaniem do reguł, to istna MASAKRA!

2 kwi 2016

Światowy Dzień Świadomości Autyzmu


Dzisiaj nie mogłam pozwolić sobie na nienapisanie postu. To w końcu dosyć szczególny dzień, jeśli chodzi o zakres moich zainteresowań, związanych z pracą. 
2 kwietnia to bowiem Światowy Dzień Świadomości Autyzmu.

Wiadomo, że autyzm to całościowe zaburzenie rozwoju dziecka. Nie do końca wiadomo jednak, skąd się bierze. Niektóre teorie wspominają o genach, inne o tym, że powodują go "zimne matki" (takie co to miłości dzieciom nie pokazują), ale te drugie raczej nie są wiarygodne. To już prędzej dzieci autystyczne są zimne i miłości sobie dawać okazywać nie chcą tak, jak by tego matki chciały (przytulanie, całowanie i głaskanie raczej nie wchodzi w grę).
Autyzm diagnozuje się już u 1 dziecka na 100. Już nie mówiąc o tych, których lekarze Z JAKIEGOŚ POWODU zdiagnozować nie chcą - sama znam kilka takich przykładów.

Jak to wygląda? Przede wszystkim dziecko wygląda zupełnie normalnie. Na pierwszy rzut oka absolutnie nie sposób dostrzec jakiegokolwiek upośledzenia. Pewnie dlatego początkowe reakcje na nietypowe zachowanie takiego dziecka są takie, że najeżdża się na nie za "bycie niegrzecznym, niewychowanym, złym" itede. Mało kto zastanowi się choć przez chwilę, że... hej. w końcu to nie jest jego wina, że nie potrafi zachować się stosownie do sytuacji. To wina tego hultaja na "A", co to się do niego przyczepił i odczepić nie chce!

Autystyk raczej mało mówi. A już na pewno zaczyna mówić później niż inne dzieci. Często wydaje z siebie różne dziwne, raczej denerwujące dźwięki, typu pisków, jęków czy nawet opętańczo brzmiących krzyków (niektóre naprawdę potworne). Charakterystyczne są stereotypie ruchowe (nakręcanie się na wykonywanie w kółko i w kółko tego samego ruchu, np. machanie głową, obkręcanie ciała w bok i z powrotem) oraz echolalia (powtarzanie dźwięków, które się słyszało, nawet z dużym opóźnieniem np. rano usłyszy jakiś okrzyk i wieczorem nie może przestać go powtarzać). Niepełnosprawność dotyka bardzo sferę "uspołecznienia" dziecka - najczęściej nawet nie patrzą one nikomu w oczy, a już jakieś większe interakcje (zabawa, rozmowa, niesienie pomocy) to już w ogóle są trudne do wyegzekwowania.. Także fascynacja rzeczami, które dla innych wcale nie są fascynujące (np. namiętne dłubanie w śrubce od rowerka albo wpatrywanie się w jadące pociągi) jest typowa dla autystyków.

Dlatego bardzo ważne jest to, by z uwagą obserwować swoje dziecko i w razie jakichkolwiek wątpliwości, bez wahania udać się do lekarza. Naprawdę nie warto bagatelizować niepokojących oznak, bo można sobie i dziecku narobić strasznej bidy. 

Jeśli kogoś interesują bardziej szczegółowe informacje, to polecam zajrzeć na stronę akcji (klik).

A co mogę dodać od siebie? To, że w postępowaniu z dzieckiem autystycznym ważne jest, by zapewnić mu:

1. Możliwość zachowania własnej rutyny codziennej.
Rozwalenie rutyny może rozwalić mu dzień, światopogląd, złamać duszę na pół i rozgnieść serce na miazgę. Serio. Nawet wycięcie drzewa na codziennej drodze do szkoły może doprowadzić takie dziecko do rozpaczy i kompletnej dezorientacji, z której bardzo trudno mu potem wyjść.

2. Spokój, harmonię, zrozumienie..
...nawet jeśli nie rozumiesz. Trzeba dać odczuć, że rozumiesz, wspierasz i wszystko będzie dobrze.

3. Powolność i stopniowość ewentualnych zmian.

Absolutnie nic na siłę. Bo to się nie uda - po prostu.

Lekcja na dziś?
Warto wiedzieć więcej. W końcu osoby z autyzmem to ludzie, tak jak my - tylko że nieco inni. Ale przecież autyzm można oswoić, tylko trzeba próbować. A żeby wiedzieć jak próbować, to trzeba wiedzieć o nim więcej :)